20.03.2017

#1
Wstałem dzisiaj o 6:00. Ostatni raz zdarzyło mi się to chyba w grudniu, ubiegłego roku. Nigdy nie lubiłem wstawać wcześnie (kto lubi). Popijając poranną kawę i przegryzając ją bułką, pisałem (ciągle piszę) bloga. To jakieś obce uczucie, do tej pory nigdy nie opisywałem siebie, lub swojego dnia.

Wczorajszy dzień był nieco inny niż zwykle. Ponieważ zaczynają się już ciepłe dni, tata mój uznał, że trzeba posprzątać na działce. Działkę mamy od lata zeszłego roku, więc nieświadomy czekającej mnie ciężkiej pracy fizycznej, ochoczo przystałem na propozycje (tutaj muszę dodać, że mieszkamy w centrum miasta, a działka, to nie domek wypoczynkowy z dużym ogrodem, tylko oddalony o 2km, wydzierżawiony kawał ziemi o powierzchni ok.150m^2, z postawioną chałupą, więc spodziewałem się 2 godzin lekkiej pracy). O swoim błędzie zorientowałem się, kiedy zobaczyłem, w jakim stanie znajduje się nasz ogródek. Samo zebranie śmieci, gałęzi, dużych kamieni i kawałków papy, którą wiatr ukradł z dachu, zajęło nam dobre półtorej godziny. Wtedy też, tata poinstruował mnie, jak się przycina drzewa, żeby zbytnio się nie rozrastały. Kiedy spojrzałem z innej perspektywy, na całość, zakląłem w duchu. Gałęzi, które należało przyciąć, lub ściąć całkowicie, było mnóstwo. Nie przemyślałem też całości, bo następnego dnia (czyli dzisiaj), czeka mnie sprawdzian z matematyki, a kiedy wiedziałem już, że tego dnia nie za dużo się pouczę, zdałem sobie sprawę, jak dużo sprawdzianów czeka mnie w tym tygodniu. Tl;dr – byłem w dupie. Ale nic, przystałem na propozycję, więc nie mogłem się już wycofać. Po przycięciu drzew (co zajęło jakieś 2 godziny), zabraliśmy się za łamanie gałęzi na mniejsze części, żeby zmieściły się do worków. Tutaj kardynalnie sprawę schrzaniłem, bo uznałem, że najpierw należy wszystko poobcinać, a dopiero później umieścić je w przeznaczonych workach. Nie był by to aż taki błąd, gdyby nie fakt, że dosłownie poszatkowałem te gałęzie. I nagle po kolejnych 2 godzinach pracy, siedziałem pośrodku ogromnego skupiska centymetrowych drewienek, których zebranie to iście syzyfowa praca. Jakby tego było mało, nadgarstek bolał mnie jak 3 diabli (ciągle mnie boli). Mo i zamiast godzinki, którą normalnie zajęłoby uprzątnięcie wszystkiego, spędziliśmy nad tym 4 CZTERY godziny. Po powrocie do domu, wiedziałem, że nie ma szans, żebym się czegoś pouczył. Zjadłem obiad (o 21, czy coś koło tego), zrobiłem standardowe 45 minut zadań z matematyki (robię codziennie) i wyczerpany położyłem się spać. Oczywiście obudziłem się rano obolały i zupełnie nieprzygotowany. Z mojego opisu mogłoby wynikać, że żałuję tak spędzonego dnia, ale to nie prawda. Wprawdzie nie jestem przygotowany na ten tydzień, ale satysfakcja wiążąca się z dobrze wypełnionym obowiązkiem, wszystko mi rekompensuje.

Do jutra

Jedno przemyślenie na temat “20.03.2017

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>